Świt

ROZDZIAŁ PIERWSZY

— Nie muszę wam chyba tłumaczyć, że to niebezpieczne. Podejmujecie wielkie ryzyko — mężczyzna w wojskowym uniformie spojrzał poważnie na zebranych.

Obraz emitowany przez rzutnik przedstawiał rząd baraków otoczonych zasiekami z drutu kolczastego. Wokół ogrodzenia wyrastały metalowe kopuły wieżyczek wartowniczych. Spod ich dachów można było dostrzec lufy paralizatorów, skierowane do wnętrza obozu.

— Ile metrów do ściany lasu? — jasnowłosy chłopak w lotniczym kombinezonie nanosił dane na podręczny pulpit.

— Około dwustu. Dasz radę wylądować na tym skrawku?

— Nie będzie problemu, potrzebuję tylko mocnego sygnału naprowadzającego. Bardziej obawiam się o was. Jesteś pewny, że to dobry plan? — Adrian kręcił sceptycznie głową.

— Innego nie mam — odparł Nes.— Nie powinniśmy dłużej czekać, lepszej okazji nie będzie — zdecydowanym ruchem wyłączył urządzenie.

— Zgadzam się — mężczyzna w mundurze nachylił się nad blatem stołu. — Lądujecie poza zasięgiem skanerów i dalej już na piechotę. Ponoć w tych lasach występują prymitywne zwierzęta, mogą być problemy. Nie powinniście jednak używać broni, chyba, że w ostateczności — dokończył z zafrasowaną miną.

— Poradzimy sobie — odpowiedziała pewnym tonem Ria. — Nes, posprzątaj na swoim statku — nieznacznie zmarszczyła nos.

— ZX się za tobą stęsknił. Specjalnie dla ciebie ściągnął najnowsze katalogi mody — odpowiedział, unosząc wzrok w kierunku sufitu.

— Mam nadzieję, że zdążę je obejrzeć. Trochę inspiracji przed wędrówką przez chaszcze i pajęczyny nie zawadzi — uśmiechnęła się.

— Ja mam zawsze porządek na swojej gablocie — Adrian odłożył pulpit na stół. — Mogłabyś kiedyś wpaść do mnie, Ria. Zaparkowałbym gdzieś na orbicie pięknej gwiazdy, romantyczna muzyka, rais… Czas stanąłby dla nas w miejscu — rozmarzył się.

— Macie ważne zadanie. Nie rozpraszajcie się na głupotach. Nie chciałbym, aby komuś czas zatrzymał się na zawsze — mężczyzna w wojskowym mundurze zmarszczył brwi. — Szykujcie się. Moi ludzie są już na stacji przejściowej. Pamiętajcie o dyscyplinie. Chyba wszyscy wiedzą, do kogo to mówię — dokończył dobitnie.

*

Na niebie lśniły gwiazdy, zalewając kokpit statku intensywnym, granatowym blaskiem. Pulpit sterowania mrugał diodami zgodnie z rytmem pracy silników manewrowych.

— Tutaj, przy tych skałach — Ria spojrzała przez iluminator, po czym odwróciła się w kierunku siedzących za nią mężczyzn. — Przygotujcie się, lądujemy. Jeszcze raz przypominam, sekcja pierwsza idzie z nami, druga ubezpiecza teren. Zamaskujcie się dobrze, uważajcie na aktywność Derenów w powietrzu.

— ZX, miej oko na wszystko — Nes uruchomił dźwignię wysuwania podwozia, po czym łagodnie skierował statek w kierunku powierzchni planety.

Komandosi ustawili się dwójkami na rampie luku ewakuacyjnego. Lufy ich laserów połyskiwały szarym, metalicznym kolorem.

— Broń ustawić na ogłuszanie. Strzelać tylko w razie bezpośredniego zagrożenia. Absolutna cisza radiowa — dowódca grupy żołnierzy założył na czoło okulary noktowizyjne.

— Panowie, żarty się skończyły. Przed nami całonocny marsz. Nes, proszę cię, zostaw te czekoladki. Wziąłbyś lepiej trochę więcej materiałów wybuchowych — Ria zarzuciła na ramię torbę z ekwipunkiem.

W ciemnozielonej bluzie z kapturem i wąskich, elastycznych spodniach wyglądała niezwykle atrakcyjnie.

— Od teraz koncentrujemy się wyłącznie na zadaniu — dowódca komandosów wbił wzrok w powierzchnię luku.

— Ona nawet nie spojrzy na szarego żołnierza. Za to ten pilocik ma u niej względy. Widziałem, jak robiła mu kanapki — barczysty młodzian w mundurze ścisnął mocniej trzymaną w ręku broń.

— Taka służba… — westchnął jego towarzysz.

Właz odsunął się bezszelestnie. Do kabiny wlał się strumień wilgotnego, aromatycznego powietrza.

*

— Ponoć dereński rząd nałożył na swoich obywateli podatek klimatyczny. Każą im płacić za możliwość oddychania powietrzem planety, na której się urodzili — Ria pokręciła głową ze smutkiem.

— Nic dziwnego, że się buntują — Nes stanął po kolana w porastających powierzchnię gleby soczystych, żółtych trawach.

— Buntują się tylko ci, którym popsuły się odbiorniki wizyjne. Cała reszta ogląda po pracy idiotyczne programy rozrywkowe, które dają im złudne poczucie szczęścia. Przesyłane wraz z sygnałem komunikaty podprogowe utrzymują umysły tych ludzi w stanie permanentnej hipnozy. Bezkrytycznie akceptują działania swych rządów, które to wykorzystują w bezlitosny sposób. Tych nielicznych buntowników, którym udało się wyjść z ogłupiającego transu, reszta zaprogramowanej społeczności wyśmiewa — Ria stanęła obok niego.

Dotknęła liści polnego kwiatu. Jego pyłki pozostawiły na palcach delikatny, ulotny aromat.

— Dużo jest takich obozów? — spytał jeden z żołnierzy.

— Nie wiemy dokładnie, ponieważ wciąż powstają nowe. Rząd dereński nazywa je placówkami indoktrynacji zdrowotnej, według statystyk jest coraz więcej zachorowań. Próbowano nawet wszczepiać urządzenia zakłócające procesy myślowe, co spowodowało jeszcze większą falę buntu. Dlatego rząd powrócił do koncepcji ogłupiania obywateli w zamkniętych placówkach.

— Niewiarygodne. Totalna manipulacja — żołnierz z niedowierzaniem kręcił głową.

— Ci, którzy poprosili nas o pomoc, mają już dosyć tego stanu rzeczy — dowódca grupy komandosów uniósł do góry zaciśniętą pięść. — Ruszamy. Pani pozwoli, pójdę pierwszy.

ROZDZIAŁ DRUGI

Po godzinie marszu poprzez wysokie, wijące się wokół nóg trawy zagłębili się w ciemną otchłań lasu. Gęsto porośnięte konary drzew przesłaniały światła gwiazd.

— Co za komary — Nes strząsnął owady z kombinezonu.

— Mnie nie gryzą. Perfumy — Ria odwróciła się na chwilę w jego kierunku. — Pożyczyć ci? — spytała, korygując pokrętłem ostrość okularów termowizyjnych.

— Dziękuję, nie skorzystam. Pomyślałaś, co by było, gdybym dostał się do niewoli?

— Pewnie wsadziliby cię do obozu razem z kobietami, miałbyś większe szanse ucieczki. Tym razem może byś się do niej nie spieszył — kontynuowała Ria kpiącym tonem.

— Aby mieć chęć ucieczki, nie trzeba wielu kobiet. Wystarczy jedna.

— Lepiej bądź cicho, ściągniesz na nas jakieś zwierzęta, pełno tutaj wielkich futrzaków. Biegają na oślep po lesie, jakimś cudem omijają tylko drzewa, nieprawdopodobny instynkt. A może jakaś forma komunikacji? Tratują wszystko na swojej drodze. Ponoć gdy nadbiega stado, słychać jakby odgłos zbliżającej się burzy i czuć drgania ziemi.

— Zupełnie, tak jak teraz — Nes zatrzymał się nagle.

Nasłuchiwał przez chwilę uważnie.

— Mamy problem. Umiecie chodzić po drzewach? — zwrócił się do reszty grupy.

— Naturalnie, mieliśmy ćwiczenia na poligonie. Wszyscy zaliczyliśmy sprawność wspinaczy konarowych — pochwalił się jeden z żołnierzy.

— Proponuję skorzystać z nabytych umiejętności — Nes chwycił Rię za rękę i pociągnął w stronę najbliższego drzewa. — Wskakuj, wchodzę zaraz za tobą — podnosząc, pomógł dziewczynie dosięgnąć pierwszego konaru.

Ria zręcznie podciągnęła się i po chwili siedziała już na grubej, rozłożystej gałęzi. Nes wybił się sprężyście, końcami palców zdołał uchwycić podaną mu dłoń. Reszta grupy sadowiła się na pobliskich drzewach. Odgłos burzy przybierał na sile. Liście zatrzepotały jak pod podmuchem potężnego wiatru.

— Wiedzą, że stado się zbliża. Wyczuwają się wzajemnie — Ria kręciła zdumiona głową.

— Zaraz zobaczymy te futrzaki.

Przestroił okulary termowizyjne na szerszy zakres. Wielkie, włochate stwory pędziły wymachując wzniesionymi do góry ogonami, powodując efekt podobny do tornada. Leśne runo oderwane od podłoża wirowało w zawrotnym tempie.

— Lepiej mnie przytul. Ale tak naprawdę mocno — w głosie dziewczyny słychać było lekkie drżenie.

— Z przyjemnością. Pójdę nawet dalej, przypnę się do ciebie — wyciągnął z kieszeni linkę asekuracyjną.

Odgłos potężniał z każdą chwilą, rozpędzone zwierzęta były już bardzo blisko. Ogarnął ich gwałtowny podmuch wiatru. Grzbiety włochatych stworów migały między drzewami. Ostatnie uderzenie wichury było łagodniejsze, stado oddalało się, pędząc w stronę pobliskich wzgórz.

ROZDZIAŁ TRZECI

— Trochę nam pomogły — Nes obserwował przez lornetkę teren obozu. — Straże zostały oddelegowane do płoszenia stada. To ułatwia nam zadanie. Panowie nie będą chwilowo potrzebni — zwrócił się do dowódcy komandosów.

— Wspaniale. Czy wobec tego możemy zjeść śniadanie? — spytał żołnierz.

— Jeśli byłby pan tak uprzejmy, proszę przygotować także dla nas kawę i kakao.

— Z przyjemnością. Gdybyście potrzebowali wsparcia, jesteśmy tutaj — zacisnął dłoń na kolbie swej broni.

*

Podbiegli do krawędzi ogrodzenia. Nes natychmiast rozpoczął instalowanie ładunków wybuchowych, Ria wdrapała się do wnętrza jednej z opustoszałych wież wartowniczych. Pod blatem pulpitu komunikacyjnego umieściła małe, połyskujące srebrem urządzenie. Zręcznie zeskoczyła na ziemię.

— Może pomóc? — spytała.

— Już kończę. To ostatni klocek — odpowiedział, podkładając kostkę pod dźwigar wieżyczki.

— Przejęłam kontrolę nad sygnałem, mój moduł poradzi sobie z nim bez trudu. Możemy wracać.

*

— Kakao dla pani, dla pana kawa — żołnierz uprzejmie podał im kubki z parującymi napojami.

— Dziękujemy bardzo. Zadanie wykonane — Ria z wdzięcznością odebrała naczynie. — Widzę, że zrobił mi pan w tradycyjnym, metalowym. To miłe — ucieszyła się.

— Ja też nie lubię pić z tych termoregulowanych syntetyków. Nie ma to jak naturalny smak — komandos uśmiechnął się promiennie. — My w wojsku wciąż jemy z prawdziwych menażek — dodał z dumą.

— Doskonała kawa. To wojskowa receptura? — Nes również był pod wrażeniem.

— Mamy doskonałe roboty kawowe. Nie powiem nic więcej, bo to tajemnica służbowa — zrobił oficjalną minę. — Dobra robota. Jesteśmy gotowi do akcji. Teraz zostaje nam czekać tylko na świt — dokończył z marsowym wyrazem twarzy.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Na placu stały rzędy krzeseł z siedzącymi na nich więźniami, recytowali wyświetlające się na telebimie hasła. Skierował na nich mikrofon kierunkowy.

— Mój rząd dba o mnie. Nieomylnie wskazuje mi drogę. Oglądam programy rozrywkowe. Oglądam serwisy informacyjne. Dzięki temu wiem wszystko o świecie — powtarzali.

— Ria, proszę cię, zrób coś z tym. Boli mnie głowa — Nes był wyraźnie poruszony — Wysyłam im sygnał dekodujący — zdecydowanie uruchomiła przycisk na komunikatorze.

Telebimy zajaśniały ostrym, jasnym blaskiem, podobnym do rozbłysku słonecznego. Więźniowie zastygli w niemym osłupieniu. Po chwili zaczęli wstawać ze swych miejsc, rozglądając się w zdumieniu dookoła.

— Uszczypnij mnie pan. Czy ja śnię, czy ja spałem przed chwilą? Bo mi się już wszystko w głowie miesza — jeden z mężczyzn był wyraźnie wzburzony.

— Mam sygnał od grupy. Ochrona zneutralizowana, siedzą pod kluczem. Możemy zaczynać.

Nes uruchomił zapalniki. Ogrodzenie runęło z wielkim hukiem. Oswobodzeni rzucili się w kierunku otwartego przejścia.

— Bardzo proszę o uwagę! To my jesteśmy sprawcami tego zamieszania! — Ria stanęła na środku drogi.

— Ależ oczywiście, proszę mówić. Panowie, bez pośpiechu! — strofował resztę jeden z więźniów.

— Należy wam się kilka słów wyjaśnienia. Odebraliśmy sygnał, ktoś prosił o pomoc. Po rozpoznaniu sytuacji doszliśmy do wniosku, że nasza wizyta to jedyna forma jej skutecznego udzielenia. Ci, którzy chcą opuścić obóz, powinni skorzystać z promu, który zostanie podstawiony za chwilę. Możecie zatrzymać się u nas lub poprosić o transport w dowolne miejsce, także na waszej planecie. Dla tych, którzy zdecydują się pozostać w obozie, mamy trochę zapasów zdrowej żywności. Proszę się decydować — dokończyła mocnym akcentem.

— Ja stąd spadam. Jak zostanę, znów każą mi oglądać seriale — jeden z mężczyzn zdecydowanie ruszył do przodu.

— Adrian, masz wielu gości — rzucił Nes, uruchamiając komunikator.

Gęsiego, trzymając paralizatory na wysokości piersi, komandosi wybiegli z budynku obozowej administracji.

— Zwijamy się. Akcja „Świt” zakończona — wygłosił dowódca.

— Adrian, powiedz pasażerom, że zaraz startujemy. Niech lepiej zapną pasy — zasugerował Nes.

— Już to zrobiłem. Życzyłem też przyjemnej podróży. Wsiadaj, zamykam.

Statek uniósł się, po czym ruszył w kierunku orbity planety.

ROZDZIAŁ PIĄTY

— Gratulacje! Wspaniała akcja — mężczyzna w mundurze był w doskonałym humorze. — Ria, zostaniesz przedstawiona do odznaczenia. Kolejnego — dodał z naciskiem. — Ten twój kolega mógłby nawet zrobić u nas karierę, gdyby nie jego problemy z dyscypliną. Próbowaliśmy werbować go do naszych służb już w szkole, ale nie wykazywał zainteresowania i notorycznie nas lekceważył. Doceniam jednak jego wkład, dlatego też przedstawię go do odznaczenia — dokończył wspaniałomyślnie.

— Jest pan niezmiernie miły — Nes odchylił się w fotelu.

— Na moim promie nie musicie płacić — Adrian zbliżył się ze swoją szklanką. — Mam tu dobry rais, tylko dla specjalnych gości. Zaraz każę podać — uśmiechnął się.

— Czy znalazłaby się jakaś forma rządowego odznaczenia dla mojego komputera? Byłby zachwycony.

— Postaram się coś znaleźć — mężczyzna w mundurze odchylił się znad baru. — Dla was wszystko. Naprawdę, szczerze gratuluję. Pan już po raz kolejny oddaje nam poważne przysługi. Doceniam to — wzniósł do góry swój puchar.

— Cieszę się, że mogłem pomóc. Głównie ze względu na tych uwolnionych ludzi. Oczywiście, z przyjemnością odbiorę odznaczenie — odrzekł z poważną miną.

— Po waszej akcji na planecie wybuchły zamieszki. Dereni w proteście wyrzucają na ulice swoje odbiorniki wizyjne. Rząd stracił kontrolę. Wojsko bez przerwy gra w piłkę, aby nie oglądać programów. Generałowie nie odchodzą od stołów z warcabami. Pełny paraliż — mężczyzna kręcił głową z uznaniem. — Przepraszam, mam wiadomość na zastrzeżonym kanale — przerwał swoją wypowiedź.

Nasłuchiwał chwilę, po czym uśmiechnął się nieznacznie.

— Z ostatniej chwili. Rząd dereński poprosił o azyl na jednym z odległych księżyców, opuszczają planetę. Hipnotyczny sygnał został całkowicie odłączony. Ludzie organizują się w luźne struktury samorządowe. Cieszą się życiem — dodał.

— Oby nasi pasażerowie mogli już wkrótce wrócić do swych domów — wzniosła toast Ria.

Tuż obok, na pokładzie widokowym, byli więźniowie podziwiali wspaniałe krajobrazy galaktyki.

Z ich perspektywy oszklony dach promu zdawał się być całkowicie niewidoczny.

Sławomir Kwiatkowski

Fragment książki „Nes, zapis przygód pilota”

Jedna odpowiedź to “Świt”

  1. Slawomir Says:

    Jeśli kogoś zainteresowały przygody pilota Nesa, pełnowymiarową książkę można wygooglować w internecie lub zamówić w Empiku (:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: